Na tym blogu będę umieszczał napisane przez siebie recenzje płyt i teksty dotyczące muzyki. Mimo, że tytuł mówi wyłącznie o muzyce, niewykluczone, że od czasu do czasu będą się pojawiać inne treści.

środa, 26 czerwca 2013

Airbourne - Black Dog Barking (2013)

Airbourne to kapela, której obeznanym z gatunkiem z całą pewnością nie trzeba przedstawiać - czwórka muzyków z Australii oddaje muzyczny hołd AC/DC i robi to w sposób znakomity. Sluchając ich nowego muzycznego dziecka, Black Dog Barking, można odnieść wrażenie, że czas się cofnął i znów mamy przed sobą Angusa Younga i resztę za najlepszych lat. Jest to z jednej strony ogromna zaleta, z drugiej wada. Złośliwi zarzucają Airbourne zrzynanie od swoich mistrzów, twierdząc że to tylko kalka tego co pozostawili po sobie panowie z AC/DC... Ile jest w tym prawdy, oceni każdy z osobna; osobiście uważam, że naśladownictwo jest wyraźne, ale tylko dodaje muzyce kopa i energii, a o to przecież w graniu rocka chodzi!

Black Dog Barking to 10 kompozycji (z bonus trackami z wersji rozszerzonej 14) utrzymanych w surowym, rockowym łomocie i krzyku wokalisty, jaki znamy z dwóch poprzednich krążków. Od pierwszego do ostatniego dźwięku słychać, że to "stare dobre Airbourne", jakkolwiek śmiesznie to brzmi. Muzycy przez niemal dziesięć lat grania stworzyli swój własny styl, który mimo iż mocno inspirowany AC/DC, jest bardzo charakterystyczny i rozpoznawalny. Słychać to już w pierwszym, nieco przerobionym względem EP-ki na której się pojawił Ready to Rock - dodano okrzyk na początku i jadący na jego melodii riff, który napędza utwór. Na początku nie byłem przekonany do tego zabiegu i oryginalna wersja utworu wydawała mi się lepsza, jednak po kilku przesłuchaniach dałem się porwać powiewowi świeżości. Animalize, trak numer dwa, nie pozostawia złudzeń - Airbourne to naprawdę utalentowana załoga, która jest w dobrej formie. Co prawda utwory opierają się na bardzo prostej metodzie riff- zwrotka - krzyczany refren - solówka, ale czy za czasów świetności hard rocka taki schemat komukolwiek przeszkadzał? Sympatykom gitarowych brzmień z pewnością nie będzie przeszkadzał także dziś, szczególnie że przy słuchaniu tej muzyki po prostu nie da się nie pomachać głową w rytm albo potupać nogą o podłogę. Airbourne dokonało tego, co umieją tylko nieznaczni - ich muzyka ma ogromną dawkę pozytywnej energii, tak że po ciężkim dniu można się uśmiechnąć i posłuchać trochę gitarowego młócenia. A bez wątpienia jest czego słuchać - solówki stoją na bardzo wysokim poziomie, dobrze wpasowują się w utwory, nie są tam dodane na siłę, widać że muzycy trzymają się spójnej koncepcji tworzenia numerów. I bardzo dobrze, bo cała zawartość płyty jest świetna. Począwszy od wspomnianych Ready to Rock i Animalize, przez resztę numerów z Live It Up na czele. Jest to zdecydowanie moja ulubiona kompozycja z płyty, numer-petarda, który ma niesamowity refren wgniatający w fotel.... I zupełnie inny niż pozostałe: tym razem miarowe wykrzykiwanie kilku słów zastępuje długi jak na standardy Airbourne, bardzo melodyjny popis wokalnych umiejętności Justina Street.

Mimo, iż w gruncie rzeczy kompozycje są proste i nieskomplikowane, energia płynąca z każdego dźwięku sprawia, że bardzo chętnie wciąż i wciąż wracam do tej płyty i nie mogę się od niej oderwać. W tym roku wyszło już mnóstwo świetnych albumów, ale do tej pory żaden mnie aż tak nie przyciągnął. Za to należą się dla młodych rokendrolowców wielkie brawa. Widać, że granie rocka jest tym co kochają robić... I bardzo dobrze się składa - świat dzięki temu ma szansę posłuchać starej szkoły gitarowych riffów i solówek w wydaniu z XXI wieku. Zamiast więc narzekać, że za bardzo inspirują się AC/DC, trzeba cieszyć się że taka kapela istnieje i wskrzesza stare standardy, pokazując że rock nie umarł i wciąż ma się dobrze. Mało jest w naszych czasach zespołów grających w ten sposób i na tym poziomie; myślę, że Airbourne to na pewno pierwsza liga wśród młodych kapel powstałych po 2000 roku - Black Dog Barking tylko to potwierdza. Nie ma tam miejsca na wyrafinowane kompozycje, ale jest miejsce na kawał dobrego, prosto łojonego na gitarach hard rocka, który daje niezłego kopa w dupę - a więc robi to, co do niego należy.

9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz