Na tym blogu będę umieszczał napisane przez siebie recenzje płyt i teksty dotyczące muzyki. Mimo, że tytuł mówi wyłącznie o muzyce, niewykluczone, że od czasu do czasu będą się pojawiać inne treści.

sobota, 13 lipca 2013

Lost Society - Fast Loud Death [2013]

Ile znacie kapel, które z maksymalną energią kopią w dupsko, zmuszając niemalże do energicznego headbangingu, tupania nogą i darcia się w trakcie słuchania? Pewnie kilka się znajdzie. Ile znacie kapel, która należą do kanonu metalu i nagrywały mnóstwo znakomitych płyt, przy których gust przeżywa muzyczny orgazm? Grono się zmniejszyło, prawda? Więc czas na gwóźdź programu - ile znacie takich bandów, powstałych i grających w XXI wieku?

Uściślijmy jeszcze bardziej - ile z tych grup gra thrash? W moim, dość wybrednym, przypadku wymieniona może zostać tylko jedna kapela, w której, co ciekawe, średnia wieku to mniej niż 20 lat. Proszę państwa, przed państwem fińskie Lost Society i ich debiutancki krążek.
Sięgając po Fast Loud Death miałem już za sobą wywiad z grupą, w którym dziennikarz wychwalał ich płytę. Zaintrygowany tym, co też potrafi skandynawska młodzież, z ciekawością sięgnąłem po album. Patrząc na listę utworów, dało się zauważyć, że mam do czynienia z thrash metalem - znalazły się tam i nie rozwinięte skróty (N.W.L., E.A.G.) i niecenzuralne zwroty (Piss Out My Ass, Bitch, Out' My Way). Ponadto playlista okraszona jest kolejnymi tytułami, które brzmią jakbyśmy mieli połowę lat '80 i Empire Bay w kwiecie wieku, a nie 2013 rok i posuchę w graniu porządnego thrashu. Każdego właściciela katany taka wiadomość powinna ucieszyć, podobnie było ze mną - z uśmiechem przystąpiłem do przesłuchania materiału. Mówiąc szczerze, spodziewałem się płyty co najwyżej przyzwoitej, przyzwyczajony do tego, że tylko stara gwardia nagrywa thrash na poziomie... Nie byłem natomiast przygotowany na to, co usłyszałem. Zdecydowanie nie byłem przygotowany.

Od pierwszego riffu słychać, że - mimo młodego wieku - nie mamy do czynienia z amatorami. Brzmienie gitary jest charakterystyczne i bardzo soczyste, przywodzi na myśl Kill'Em All Metalliki, Bonded by Blood Exodusa oraz trochę późniejsze dokonania Slayera. Do listy inspiracji chłopaków z Lost Society można by też dodać m.in. Overkill i Sodom. Dobre wzorce przełożyły się w tym przypadku na materiał, który można bez przesady postawić obok wyżej wymienionych kapel... I nie poczuć szczególnej różnicy. Fast Loud Death to płyta szybka, ostra i metalowa w stu procentach, to płyta która wskrzesza stare thrashowe legendy, metody i styl. To płyta, którą każdy szanujący się fan metalu powinien znać. Bo jestem niemal w stu procentach pewien, narodziła się nowa thrashowa legenda. Ich dalsze poczynania ciekawią mnie na tyle, że prawie żałuję, że nie nagrali swojego debiutu w latach '80; prawdopodobnie mielibyśmy obecnie do czynienia z gwiazdą godną Wielkiej Czwórki. Ale spokojnie, co się odwlecze to nie uciecze... O ile sodówa nie uderzy im do głowy, ewentualnie nie zadziała "syndrom drugiej płyty", nie ma co się martwić - o Lost Society z pewnością jeszcze usłyszymy. Może nie z głośników radia, ale bez wątpienia będzie o nich głośno... Właściwie już jest w pewnych środowiskach, bądź co bądź przeczytałem o nich na łamach Metal Hammera, który jak wiadomo kiepskim pismem nie jest. Z wywiadu aż wiało luzem i dystansem do świata, który jest wyczuwalny także w muzyce. Nic tu nie jest zrobione na siłę, żaden riff, solówka czy linia wokalu - widać, że chłopaki wszystko nagrywały ze zwykłą radością, towarzyszącą spełnianiu swoich pasji i marzeń. Może nie jest to szczyt techniki, na pewno nie gra się tu na gitarach tak pieczołowicie jak np. w Annihilatorze, ale Lost Society to kapela grająca nieco brudniejszy thrash, sięgająca do korzeni gatunku. Zespół może nie eksperymentuje ani nie odkrywa nowych przestrzeni w graniu metalu, ale z pewnością chodzi po utartych ścieżkach pewnie i pozostawia w nich mocne ślady glanów.

Fast Loud Death to jazda obowiązkowa dla każdego, kto uważa się za fana metalu. Starzy wyjadacze mogą kręcić nosem, ale będzie to narzekanie wymuszone - po prostu nie ma się do czego przyczepić. Młodzi Finowie grają jakby mieli po 40 lat i masę płyt na koncie, a jednocześnie z oczywistą młodzieńczą energią; grają dobrze, a numery są ciężkie i melodyjne, potrafiące zwalić z nóg, ale też zachęcić do pogowania. Słowem: thrash na najwyższym poziomie. Jak dla mnie odkrycie roku, a jeśli chodzi o sam thrash metal, może pierwszy solidny band powstały w XXI wieku. Thrash jest gatunkiem, w którym trudno po tylu latach tworzenia najprzeróżniejszych riffów i solówek wymyślić coś nowego, ale okazuje się że nie jest to potrzebne - wystarczy sięgnąć po klasykę, włożyć w to trochę pracy i cząstkę siebie. Efekt końcowy jest znakomity, porywający i nie pozwalający przestać machać głową, czyli taki jaki powinien być porządny thrash. Życzę chłopakom, żeby kolejne płyty stały na podobnym poziomie i nie wątpię, że uda im się takie nagrać, mimo iż zdaję sobie sprawę, że postawili sobie poprzeczkę niezwykle wysoko. Na koniec zacytuję komentarz pewnego użytkownika last.fm z profilu zespołu, który może być niejakim podsumowaniem tej recenzji i moich przewidywań: This band will be BIG!

9/10